To, co właśnie czytasz, nie powinno nigdy pójść dalej. Nie powinno, ale pewnie pójdzie, bo chciałabym, żeby ktoś to przeczytał.Chciałabym nawet, żeby zrobiła to konkretna osoba, ale wiem, że to mało realne.Trzymanie wszystkiego w sobie niszczy ludzi.Mówienie o swoich problemach innym też nie jest dobre.Czy jest jakiekolwiek rozwiązanie dla psychiki?Możliwe, ale ja go nie widzę.Co z tego, że wiem jaki jest problem, skoro nie umiem go rozwiązać? Żaden psycholog nie zapewni tego co potrzebuję.Mam wspaniałego ojca, wiecie?Nie mówię o moim biologicznym ojcu. Mówię o osobie, która pomagała mojej mamie mnie wychować. Mówię o kimś, kto stał się moim prawdziwym ojcem i, chociaż nie jest idealny, starał się mnie wpierać. Co z tego, że według prawa jest ojczymem? Dla mnie jest tatą, jedynym i prawdziwym. Bo bycie dawcą genów nie daje Ci automatycznie prawa do bycia tatą.To, że nie jest idealny nie jest ważne. Kto w tych czasach... Albo jeśli już o tym mowa, to w jakichkolwiek czasach był idealny?Ważne dla mnie jest to, że mnie zaakceptował i przyjął jako swoją córkę.Nie jest zbyt emocjonalny, czy sentymentalny, w porównaniu ze mną, ale... Kiedyś napisałam do niego list. List, w którym podziękowałam mu za wszystko.Nie skomentował, ale wiem, że Go to ruszyło.Ma już swoje lata, ale wciąż jest pełen sił i energii do pracy. Podziwiam Go.Ma słabe poczucie humoru i czasami nieudolnie próbuje się droczyć, ale i tak Go Kocham.Mówią, że miłość powinna być bezinteresowna, nie powinna niczego wymagać ani oczekiwać. A jednak ludzie wciąż piszą, bądź mówią, że kochają kogoś za coś albo pomimo czegoś.A skoro już tak piszą, to pozwalam sobie samej też napisać coś w tym tonie.Kocham Go, bo pomimo wszystkich moich wad starał się mnie wspierać i mi pomagać.Kocham Go, bo był przy mnie, gdy miałam kłopoty.Kocham Go, bo pokochał moją mamę i jej dzieci.Kocham Go, bo dzięki niemu mam kolejnego brata, którego mimo różnych kłótni też kocham.Kocham Go, bo po prostu jest przy nas i zaopiekował się nami, gdy ktoś kto powinien to robić zawalił.
Trochę napisałam na Jego temat, chociaż właściwie nie miałam zamiaru.Chciałam w tym wpisie wyrzucić z siebie złość.
Złość na to, że jestem zbyt emocjonalna.Złość na to, że nie umiem niektórych rzeczy po prostu odpuścić.Złość na to, że jestem łatwowierna i uwierzyłam, że zasługuję na bezwarunkową i naturalną miłość.Złość na siebie, za to, że jestem zagubionym dzieckiem, które mimo uczucia nienawiści dalej czuje jakieś przywiązanie.Złość na ten bezduszny, okrutny świat.Mam dość. Dość siebie. Dość swojej psychiki.Dość tego, że słyszę, że jestem podobna, do człowieka, którego myślałam, że już nienawidzę. Do człowieka, który zniszczył mi nie tylko dzieciństwo, ale dorosłe życie, bo zaburzył moje spojrzenie na świat.Nienawiść to mocne słowo.Bardzo długo zajęło mi przyznanie się przed samą sobą, że czuję właśnie tą emocję.Jeszcze dłużej zajęło mi przyznanie się, że zjada mnie od środka.A mimo to dzisiaj czuję, że to słowo nie ma mocy.Chciałabym powiedzieć, że zastąpiła je obojętność.Tak, to dobre słowo.Nie mogę jednak tego zrobić.Choćbym nie wiem jak się starała ten człowiek dał mi życie, a w sumie bardziej dał swój materiał genetyczny, żeby moja mama mogła dać mi to życie. Nie wnikając już, czy był to przypadek, czy nie, czy jestem po prostu wpadką, a tak prawdopodobnie jest, na świat przyszłam i przez chwilę było nawet fajnie.Okej, wracając do tematu...Nie umiem go nienawidzić. Jest mi go żal.Jest tak bardzo zmanipulowany przez samego siebie, że uwierzył, że całe zło jakie mu się przytrafia to wina innych, a on jest wzorem cnót.Mija już 2 rok, od kiedy zerwałam z nim wszelkie kontakty, a ja dalej potrafię się zastanawiać "Dlaczego?"."Dlaczego, co?" pewnie zapytacie.Otóż... Dlaczego jestem tak bardzo przywiązana do tego człowieka, że nie umiem o nim po prostu zapomnieć?Mężczyźni, pamiętajcie proszę, że jeśli bierzecie rozwód, to bierzecie go z kobietą, z którą wzięliście ślub, a nie z Waszymi dziećmi.
One cierpią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz